Historie

Jak pomogliśmy poszkodowanym

 

Wygraliśmy dla naszych Klientów 98% spraw, odzyskaliśmy 12 mln zł odszkodowań. Wiemy, że wypadek to początek nowego życia: trudnego i pełnego wyrzeczeń.

 

Ale nasze działania to nie tylko liczby. To prawdziwe, ludzkie historie, w których najważniejsza jest poprawa losu osoby poszkodowanej.

 

Za REFUNDO przemawia ponad 300 wdzięcznych klientów. Oto prawdziwe historie tylko kilku z nich.

100 tys. więcej, niż chciał dać ubezpieczyciel. Na leczenie, przebudowę mieszkania i … życia

21 letni pan Adam był pasażerem auta, które w czerwcu 2004 roku uderzyło w pociąg na przejeździe kolejowym.

 

Choć jego pierwszy pobyt w szpitalu trwał krótko, leczenie zajęło 5 długich lat, wypełnionych operacjami, rehabilitacją, bólem i utratą zawodowych szans. Powodem było złamanie kości udowej, którą trzeba było operować, a także zapalenie stawu biodrowego, które ujawniło się kilka lat po wypadku. Pan Adam musiał korzystać z pomocy bliskich, przebudować mieszkanie, a biegły ortopeda stwierdził aż 49 procentowy uszczerbek na zdrowiu.

Mimo że wypadek miał miejsce w 2004 roku, Pan Adam zgłosił się do kancelarii 5 lat później. Prosił o pomoc z odzyskaniu choćby części poniesionych kosztów.

Ubezpieczyciel, firma Generali, nie chciał wypłacić mu oczekiwanych 60 tys. złotych. Uznał, że połowa – 30 tys. w zupełności wystarczy jako zadośćuczynienie.

Po wszechstronnej analizie i skompletowaniu dokumentów uzgodniliśmy z panem Adamem, iż nie można dawać za wygraną i wnieśliśmy sprawę do sądu. Tu chodziło nie tylko o zwrot wydanych już środków, ale też o zwyczajną uczciwość w spojrzeniu na cierpienie młodego człowieka, który do względnego zdrowia dochodził przez kilka lat, tracąc możliwości zarobku, potrzebując opieki bliskich, zajmując się dostosowywaniem mieszkania, gdy w tym czasie inni rozwijali się zawodowo. Zażądaliśmy 120 tys. zł jako zadośćuczynienie dla Pana Adama oraz zwrotu kosztów przebudowy mieszkania i zwrotu utraconych, skromnych jak na początek, zarobków. Żądaliśmy też 1 tys, miesięcznej renty dla klienta. Choć nie obyło się bez apelacji, ostatecznie zyskaliśmy dla naszego klienta całą żądaną sumę, 128 488. zł., czyli o prawie 100 tys. więcej niż ubezpieczyciel uznał za wystarczające.

Po stracie brata. Zamknąć pewien etap

 

4 sierpnia 2008 Pani Agnieszka i Pan Krzysztof wspominają z ogromnym bólem. Tego dnia zginął ich młodszy brat.

 

Był pasażerem w samochodzie, którego kierowca uderzył w drzewo z ogromną siłą. Zdaniem biegłych nawet zapięcie pasów przez pasażera nie uchroniłoby go przed śmiercią.

Cztery lata później, gdy rodzina ochłonęła po długotrwałej żałobie, siostra i brat zmarłego zapytali naszą kancelarię, czy możliwe byłoby uzyskanie zadośćuczynienia za ból i cierpienie, jakiego jako rodzina doświadczyli. Zgodnie z prawem i naszą wiedzą, potwierdziliśmy taką możliwość i przygotowaliśmy stosowne wystąpienie do Generali SA, firmy, która ubezpieczyła sprawcę wypadku.

Odpowiedź od ubezpieczyciela niestety była dla rodziny bolesna, wręcz nieludzka. W suchej odmowie stwierdzono, że duża różnica wieku (17 i 13 lat) oraz fakt założenia przez siostrę i brata zmarłego własnych rodzin pozwala na stwierdzenie, iż nie było między nimi bliskich więzi! Jakby nie było wspomnień, wspólnych świąt, opiekowania się młodszym bratem, planów!

Uzgodniliśmy z klientami, że ich racje powinien rozważyć sąd. Pozew opiewał na 50 tys. zł dla siostry i tyleż dla brata, przy uznaniu braku przyczynienia się zmarłego do wypadku, mimo niezapiętych pasów. Było to ważne dla rodzeństwa, taką więc przyjęliśmy strategię.

Sąd pierwszej zdecydował o przyznaniu 53,9 tys. złotych zadośćuczynienia. Stwierdził, że choć zmarły nie miał wpływu na zdarzenie, to rzeczywiście, rodzeństwo nie żyło już razem, zatem wypłacenie pełnej żądanej kwoty nie byłoby zdaniem sądu zasadne.

Mimo iż były szanse podwyższenia kwoty zadośćuczynienia w apelacji, klienci nie chcieli przeżywać już dalszego postępowania. W tym sądowym finale nie chodziło bowiem o pieniądze, ale o nazwanie zdarzeń, domknięcie pewnego smutnego etapu.

Być może doświadczenie to przyczyni się do większych działań edukacyjnych ubezpieczycieli na rzecz bezpiecznej jazdy, a może – do większej empatii ich urzędników wobec rodzin poszkodowanych.

Ugoda dla ukojenia

Tuż przed dniem Wszystkich Świętych 2010 roku doszło do tragicznego wypadku, w którym zginęło dwoje z siedmiorga dzieci naszych klientów.

 

Chłopiec miał 11 lat, dziewczynka 16. Wiadomo było, że szok i trauma, jaką przeżywała rodzina, będą wymagały długiego czasu do ukojenia.

Bliscy zmarłych zwrócili się do firmy, która ubezpieczała pojazd, w którym zginęły dzieci o wypłatę zadośćuczynienia i odszkodowania. Ubezpieczyciel odmówił jednak wypłaty świadczeń z uwagi na toczące się postępowanie karne i brak możliwości przypisania winy kierowcy.

Po tym doświadczeniu klienci zwrócili się do nas. Przeanalizowaliśmy sprawę, uporządkowaliśmy dokumenty i uzgodniliśmy z klientami dalsze postępowanie.

W imieniu klientów nieśliśmy pozew do sądu, oczekując wypłaty po 100 tys. dla każdego z rodziców jako odszkodowanie oraz po 200 tys. jako zadośćuczynienie za bolesną stratę. W tym czasie trwała jeszcze sprawa karna. Sąd ustalił, że kierujący pojazdem winny był śmierci rodzeństwa. Ubezpieczyciel zaproponował wówczas wypłatę 25 tys. zł dla każdego z rodziców jako zadośćuczynienie. Nasi klienci zgodzili się na to. Wypłata zadośćuczynienia nie zamknęła jednak sprawy, ponieważ w sądzie nadal był pozew o odszkodowanie. Śmierć dzieci oznaczała pogorszenie sytuacji życiowej całej rodziny. Sprawa w sądzie trwała łącznie 5 lat, co wiązało się z prowadzoną jednocześnie sprawą karną.

Ostatecznie ubezpieczyciele zaproponowali łącznie 690 tys. zł na rzecz rodziny – każdy jej członek otrzymał kwotę od 60 do 100 tys. zł jako zadośćuczynienie i odszkodowanie. W naszej ocenie dalsze prowadzenie sprawy wiązałoby się z kolejnymi bolesnymi wspomnieniami, mogłoby trwać jeszcze dłużej, a nie przyniosłoby znacząco wyższych kwot. Rodzina przychyliła się do naszej opinii i ugoda została zawarta.
Straty dziecka, siostry, brata, nie można wycenić. Dla rodziców ważne było jasne wskazanie winnego oraz zabezpieczenie przyszłości pozostałych dzieci, którym trudno było pogodzić się ze śmiercią rodzeństwa.

Ciągnik, czyli warto zaprosić rzeczoznawcę

Pan Ryszard, przedsiębiorca z Pomorza, miał nie lada kłopot, gdy w czerwcu 2009 roku skradziono mu dwa ciągniki siodłowe z naczepami marki Krone.

 

Sezon transportowy w pełni, telefon gorący od zleceń, a tymczasem złodziej upatrzył sobie akurat jego pojazdy.

Jako doświadczony przedsiębiorca, Pan Ryszard ubezpieczył wcześniej ciągniki, także od kradzieży. Czym prędzej zgłosił szkodę do ubezpieczyciela, firmy Compensa.

Jej przedstawiciele wycenili ciągniki z naczepami na łączną kwotę 189,6 tys. złotych (po 94,8 tys. każdy). Zdaniem Pana Ryszarda kwota ta była zaniżona, za te pieniądze nie mógł nadrobić straty. Analiza sprawy na podstawie zebranych dokumentów pozwoliła na nakreślenie strategii działania. Kluczowe było powołanie niezależnego eksperta, któremu zleciliśmy wycenę szkody. W miesiąc po podpisaniu umowy z Panem Ryszardem, mieliśmy już ekspertyzę, twierdzącą, że nasz klient powinien był otrzymać o 20 tys. zł więcej. Wysłaliśmy zatem do ubezpieczyciela odwołanie od jego decyzji. Ten nie zmienił jednak swego stanowiska, krzywdzącego dla naszego klienta. Natychmiast po otrzymaniu niekorzystnej odpowiedzi, zgodnie z przyjętą z Panem Ryszardem strategią, złożyliśmy sprawę do sądu. W imieniu klienta zażądaliśmy, by ubezpieczyciel wypłacił dodatkowo 26,4 tys. złotych oraz pokrył koszty ekspertyzy. Pomysł z powołaniem rzeczoznawcy okazał się skuteczny, gdyż sąd podzielił zdanie biegłego i wyrokiem z maja 2012 roku nakazał wypłatę tej dodatkowej kwoty. Ubezpieczyciel nawet się nie odwołał.

Umorzenie śledztwa nie pozbawia prawa do zadośćuczynienia

Choć 64 letnia babcia Marcina i Tomka poniosła śmieć w wypadku samochodowym, ubezpieczyciel, PZU, odmówił wypłaty zadośćuczynienia rodzinie zmarłej.

 

Powołał się na to, iż śledztwo tej sprawie zostało umorzone. Mama chłopców, a synowa zmarłej, zgłosiła się do nas 9 miesięcy po wypadku. Wspólnie przeanalizowaliśmy dokumenty, a także wyroki, jakie zapadały w podobnych sprawach. Oprócz zadośćuczynienia ważne było ochronienie uczuć naszych klientów, wszak życie w wypadku straciła babcia chłopców.

Uzgodniliśmy z klientką plan działania. Zgodnie z nim wnieśliśmy sprawę do sądu, który po wysłuchaniu biegłych z zakresu rekonstrukcji wypadków samochodowych oraz psychologa i psychiatry, uznał, iż ubezpieczyciel nie miał racji.

Po trzech latach rozpraw, w których reprezentowaliśmy chłopców i ich mamę, sąd zdecydował o tym, iż PZU ma wypłacić każdemu z wnuków zmarłej po 25 tys. zł, a naszej klientce – 15 tys. Ubezpieczyciel nie dawał za wygraną, twierdząc, iż naszych klientów nie łączyły ze zmarłą żadne więzi. Ostatecznie sąd oddalił apelację PZU.

Oprócz pojazdu stracił zarobek. Pieniądze odzyskane

We wrześniu 2009 r. ciężarówka Pana Jacka została poważnie uszkodzona w wyniku wypadku.

 

Ponieważ było to jednocześnie źródło zarobków Pana Jacka, wraz z samochodem stracił dochody.

Pan Jacek od razu zgłosił szkodę do ubezpieczyciela, HDI Asekuracja. To, co zostało z auta sprzedał za 9 tys złotych, a od ubezpieczyciela otrzymał nieco ponad 60 tys. zł. Ponadto otrzymał 3,5 tys. zł, które miały pokryć utracone zarobki. Wycena ta budziła wątpliwości Pana Jacka. Po półtora roku od wypadku Pan Jacek zgłosił się do naszej kancelarii. Na podstawie analizy sprawy oraz dotychczas zgromadzonych dokumentów oceniliśmy, że możliwe jest podwyższenie odszkodowania zarówno za uszkodzony pojazd, jak i za utracone zarobki.

Przyjęta z Panem Jackiem strategia okazała się słuszna. Powołani przez nas biegli, od spraw motoryzacji i rachunkowości przekonali sąd, że nasz klient powinien dostać wyższe odszkodowania. I tak ubezpieczyciel musiał wypłacić jeszcze ponad 18.4 tys. złotych odszkodowania za zniszczone auto, utracone zarobki a także jako odsetki. Pan Jacek zgodził się na to rozwiązanie i nie wnosiliśmy apelacji. Nie uczynił tego także ubezpieczyciel.
Sprawa w sądzie trwała 5 lat. Gdyby jednak nie została zgłoszona, ponad 18 tys. złotych należnych Panu Jackowi powiększyłoby tylko zysk ubezpieczyciela, zamiast służyć firmie Pana Jacka.